Karta pilotażowa w tablecie,
nie w zeszycie.
Pilot kończy trasę i od razu zamyka kartę — wpisuje kilometry, postoje i uwagi, kierowca podpisuje palcem na ekranie, a gotowy dokument sam trafia do zlecenia. Bez przepisywania wieczorem, bez „kartę przywiozę w przyszłym tygodniu" i bez paniki, gdy w trasie nie ma zasięgu.
Nazw firm nie publikujemy bez ich zgody — w tej branży wszyscy się znają.
Trzy rzeczy, które decydują o tym, czy pilot będzie tego używał
Apka dla pilota nie przegrywa przez brak funkcji. Przegrywa, gdy raz zgubi wpisane dane albo nie zadziała w miejscu bez zasięgu — wtedy wraca zeszyt i już nie wychodzi.
Offline to stan normalny, nie awaria
Dane lądują w lokalnej bazie na urządzeniu i czekają w kolejce. Pilot wypełnia kartę tak samo w lesie pod Piłą, jak na parkingu przy autostradzie. Gdy telefon złapie sieć, wszystko dolatuje samo — bez klikania „synchronizuj", bo nikt tego nie klika.
Lokalna baza + kolejka synchronizacjiPodpis palcem, na miejscu
Kierowca podpisuje kartę na ekranie, zanim się rozjedziecie. To ta jedna rzecz, o którą najczęściej rozbijają się spory o kilometry i postoje — podpis „doniesiony w przyszłym tygodniu" nie jest wart tyle samo co złożony na miejscu.
Podpis pilota i kierowcyAutozapis przy każdym polu
Nie ma przycisku „zapisz", więc nie ma czego zapomnieć. Wpisane kilometry są zapisane, zanim pilot przejdzie do następnego pola. Zamknięcie apki, rozładowany tablet, przypadkowe cofnięcie — nic z tego nie kasuje wpisanych danych.
Zapis po każdej zmianieDzień pilota z apką
Od porannego powiadomienia do gotowego PDF-a w biurze — bez jednego telefonu z pytaniem „gdzie jesteś".
Transport ląduje w telefonie
Pilot otwiera apkę i widzi dzisiejsze zlecenie: trasa, godzina zbiórki, kierowca, numery rejestracyjne. Nie musi dzwonić do dyspozytora ani szukać wiadomości na WhatsAppie sprzed trzech dni.
Start pilotażu
Wpisuje miejsce, godzinę i stan licznika. Karta jest już otwarta i od tej chwili każde pole zapisuje się samo. Biuro widzi w systemie, że transport ruszył.
Postój w trasie
Pauza kierowcy, kontrola ITD, oczekiwanie na eskortę — pilot dorzuca postój dwoma kliknięciami, od razu, a nie z pamięci wieczorem. Tu akurat nie ma zasięgu, więc wpis czeka w kolejce.
Koniec i podpis
Licznik końcowy, uwagi z trasy, podpis pilota i kierowcy palcem na ekranie. Karta zamknięta zanim obie strony odjadą z rozładunku.
Synchronizacja sama
Telefon łapie sieć w drodze powrotnej i wysyła wszystko, co uzbierało się offline. Pilot nic nie klika — dowiaduje się o tym najwyżej z ikonki.
PDF czeka w biurze
Karta jest w zleceniu jako gotowy PDF z policzonymi kilometrami. Nikt nic nie przepisuje, faktura może wyjść tego samego dnia — a nie po tygodniu, gdy papier wróci do biura.
Apka, którą ktoś realnie utrzymuje
Najgorsza apka firmowa to taka, która raz padnie pilotowi w trasie i nikt się o tym nie dowie. Dlatego z tej strony jest wbudowana diagnostyka — o problemie wiemy zwykle, zanim ktokolwiek zadzwoni.
Porozmawiajmy o wdrożeniuKażde nieoczekiwane zachowanie apki trafia do nas z kontekstem: model urządzenia, wersja, co pilot robił. Nie polegamy na relacji „coś nie działało".
Widzimy, czy urządzenie ma zaległe zmiany do wysłania i od kiedy. Jeśli tablet pilota milczy trzeci dzień, to jest widoczne, zanim zrobi się z tego problem z rozliczeniem.
Nowe wersje trafiają na urządzenia zdalnie. Nikt nie zwozi tabletów do biura, żeby wgrać poprawkę.
Apka rozmawia z Twoim serwerem, nie z cudzą chmurą. Ten sam model on-premise co reszta systemu.
Pytania o apkę dla pilotów
Tak, to podstawowe założenie. Dane zapisują się w lokalnej bazie i trafiają do kolejki. Pilot wypełnia kartę tak samo w lesie bez zasięgu, jak w mieście — różnica jest tylko taka, że dane dolecą na serwer po powrocie do sieci, automatycznie i bez klikania czegokolwiek.
Wszystko, co zdążyło się zsynchronizować, jest bezpieczne na serwerze — biuro widzi kartę nawet w trakcie wypełniania. Tracicie wyłącznie zmiany zrobione offline po ostatniej synchronizacji. Pilot loguje się na dowolnym innym urządzeniu i pracuje dalej.
Nie, obecnie tylko Android — i to świadoma decyzja. Tablety dla pilotów kupuje się w cenie kilkuset złotych, a w tym przedziale Android nie ma realnej konkurencji. Wersja na iOS jest możliwa jako osobny zakres wdrożenia — jeśli to dla Was warunek konieczny, powiedzcie o tym przed wyceną.
Ekran pilota celowo robi jedną rzecz: pokazuje kartę do wypełnienia. Nie ma menu, raportów ani ustawień, które można popsuć. Największą barierą nie jest obsługa, tylko przyzwyczajenie — dlatego przez pierwsze transporty papier zostaje w kabinie jako koło ratunkowe.
Bardzo mało, bo synchronizowany jest tekst karty, a nie zdjęcia czy wideo. Największą pozycją są obrazy podpisów — kilkadziesiąt kilobajtów na kartę. Najtańszy pakiet danych spokojnie wystarcza.
Karta pilotażowa to dokument rozliczeniowy między Wami a zleceniodawcą, nie urzędowy — nie wymaga podpisu kwalifikowanego. Podpis na ekranie pełni tę samą rolę co długopisem, a dodatkowo ma znacznik czasu i historię zmian, czego papier nie daje. To nie jest porada prawna — przy sporze o dużą kwotę skonsultuj z prawnikiem.
Pokażemy apkę na żywo, na tablecie.
Napisz ilu masz pilotów i czym dziś wypełniają karty. Na prezentacji przejdziemy pełny cykl — łącznie z odcięciem sieci, żebyś zobaczył, jak apka zachowuje się offline.